środa, 20 września 2017

Tysiąc pięter - Katharine McGee


Jesień. Nie da się dłużej ukrywać, że ponownie wtargnęła do naszego życia. Dni stają się krótsze a powietrze poranne powietrze zdaje się być przesycone jej obecnością. A ja mam wrażenie, że tak samo jak otaczająca nas natura przechodzę w stan uśpienia. Ostatnio czuję się jak jakiś niedźwiedź, który powoli zaczyna zapadać w sen zimowy. W tym ciągu braku energii i kompletnego braku jakiejkolwiek kreatywności rzuciłam się w wir czytania. W końcu czy może być coś lepszego niż leżenie pod kocykiem z książką w ręce w coraz chłodniejsze jesienne wieczory? W końcu zabrałam się za kilka książek, których przeczytanie miałam w planach od jakiegoś czasu. Tak oto sięgnęłam po książkę ,,Tysiąc pięter" Katharine McGee. Szybko wkręciłam się w tą historię i pochłonęłam ją w dwa dni a gdyby nie praca i obowiązki zapewne w ogóle bym się od niej nie oderwała.

Akcja powieści rozgrywa się w Nowym Yorku w 2118 roku. W jego centrum dumnie stoi ogromna wieża, która liczy aż sto pięter i w zasadzie przypomina odrębne miasto. Są tam szkoły, sklepy, mieszkania a nawet parki, w których rosną drzewa. To na, którym piętrze mieszkasz świadczy o twoim statusie materialnym, im wyżej tym bogatsi mieszkańcy.

W książce mamy kilku narratorów, każdy z nich ma swoje problemy i tajemnice. Tajemnice, które doprowadzają do tragedii. Pierwszy raz od czasu, kiedy powstała wieża, ktoś spada z samej góry. Tę informację autorka serwuje nam już w prologu, lecz nie mamy pojęcia, kogo czeka ten los. Dostajemy jedynie strzępki informacji i do samego końca musimy mierzyć się z natłokiem pytań.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele na temat fabuły, bo uważam, że każdy powinien zagłębić się w nią sam. Opisując ją obawiałabym się, że zdradzę zbyt wiele i nieumyślnie zaserwuję komuś spoilery.

,,Tysiąc pięter" czyta się szybko i z każde wydarzenie płynnie prowadzi nas do momentu kulminacyjnego, jaki mamy okazję poznać w prologu.  Książka klimatem przypomina mi trochę ,,Pretty Little lieres" lub serial ,,Riverdale", który miałam okazję ostatnio obejrzeć, tyle że akcja toczy się w przyszłości. Jednak motyw przewodni jest ten sam. Mamy grupę nastolatków z różnych środowisk społecznych, w większości majętnych, mamy tajemnice a w końcu śmierć.

Warto też wspomnieć o technologii, którą przesycona jest ta powieść. Nic dziwnego, w końcu za sto lat większość z tych wynalazków, faktycznie może powstać lub już powstaje. Soczewki, które pełnią funkcję dzisiejszych smartfonów do tego wykrywają stan organizmu, unoszące się w powietrzu pojazdy a nawet pociągi, które w ciągu kilku godzin są w stanie zafundować Ci podróż z Nowego Yorku do Paryża. Chociaż najbardziej w pamięci utkwiły mi żelki, które poruszały się po nadgryzieniu.

Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądał świat za sto lat? Muszę przyznać, że Katharine McGee przedstawiła ciekawą koncepcję przyszłości i przyjemnie było się z nią zapoznać. ,,Tysiąc pięter" to książka przesycona tajemnicami, które nieubłaganie prowadzą czytelnika do krytycznego momentu z prologu. Im bliżej końca książki się znajdujesz tym bardziej możesz odczuć niepokój, bo wiesz, że jesteś coraz bliżej poznania tragedii opisanej w prologu. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po literaturę młodzieżową a ta pozycja zdecydowanie mnie wciągnęła. Z czystym sercem polecam, jeśli szukacie oderwania od szarej rzeczywistości.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Z pamiętnika pewnej kobiety , Blogger